Poznávejme Boha, dokud máme čas

Kázání dnešního dne, pokud vás zajímá.

III. neděle po velikonocích – Modicum

Pán Ježíš v dnešním evangeliu mluví o modicum – maličko, a učedníci se ptají: Co je to to “maličko“? A nerozumí.
Pokusím se vám objasnit, co znamená modicum – maličko.

Představte si nemocniční pokoj. Bílé stěny. Tikání hodin na zdi. V posteli leží starý muž. Ruce má položené na pokrývce – ruce, které celý život něco dělaly. Stavěly, počítaly, podepisovaly smlouvy, otáčely volantem, hladily děti. Teď leží nehybně. Za oknem zapadá slunce – už možná jedno z posledních, která uvidí.

A on se dívá do stropu.

A v tom tichu, které přerušuje jen pípání přístroje, mu hlavou letí jediná otázka: „Co jsem to vlastně žil? Proč jsem tady byl?“

Úplně pozdě ještě není. Ještě může vzbudit lítost, ještě může přijít kněz, ještě se může vrhnout do náruče Božího milosrdenství. A popravdě řečeno, ten člověk dělal celý život něco jiného: neví co je lítost, neví kdo je kněz, neví co znamená Boží milosrdenství. Celý život se o to nestaral. A teď když je dementní a stěží dokáže udržet jedinou prostou myšlenku, má vykonat tak velké dílo? Takové případy vídávám až příliš často.

Co je to maličko, to modicum? To je milovaní bratři a sestry celý lidský život. „Maličko, a neuvidíte mě, a opět maličko, a uvidíte mě.“

Maličko. Maličká chvilka. Tak Pán nazývá celý náš život.

A my si myslíme, kolik máme času! Když je nám dvacet, máme přece před sebou celou věčnost. Když je nám čtyřicet, ještě je čas. Když je nám šedesát, no ještě se uvidí. A pak najednou – nemocniční postel. A člověk si říká: „Vždyť to bylo tak rychle. Jako mávnutí ruky.“

Ten umírající muž v naší představě by měl pravdu, kdyby řekl, všechno je pryč. Bylo to tak maličko. Život byl krátký.

Svatý Augustin to napsal se slzami v očích: „Sero te amavi!“„Pozdě jsem si Tě zamiloval, kráso tak stará a tak nová, pozdě jsem si Tě zamiloval!“

Ano někdy už je opravdu pozdě.

A za čím jsme se ten celý krátký život honili?

Za penězi – aby bylo na hypotéku, na auto, na dovolenou, na lepší auto, na větší dům. Za prací – aby šéf byl spokojený, aby přišlo povýšení, aby se nezapomnělo. Za zdravím – tabletky, vyšetření, diety, cvičení. Za zábavou – televize, telefon, fotbal, dovolená u moře. Za starostmi o děti, o vnuky, o zahrádku, o střechu, do které zatéká.

Všechno samé důležité věci! Nikdo neříká, že se o ně nemáme starat. Ale řekněte mi, drazí – co z toho zůstává pro věčnost? Co si člověk z toho životního “maličko“ odnáší do věčnosti? Skoro nic, že?

Ale říkám skoro, protože jedna věc má cenu. Do jedné věci se z pohledu věčnosti vyplatí investovat. Co to je? To je poznání Boha. Pán Ježíš říká: „Toto pak jest život věčný: aby poznali tebe, jediného pravého Boha, a kterého jsi poslal, Ježíše Krista.“ Jan 17,3

Takže podívejme se na to “maličko“ – lidský život z pohledu “poznání Boha.“

Jaké štěstí to je, znát Boha! Jaké nesmírné štěstí! Představte si znovu toho starého muže v nemocnici. Ale teď jinak. Teď jako člověka, který Boha poznával celý život. Který každý den rozjímal nad Písmem svatým. Který se modlil růženec. Který chodil ke svátostem. Který věděl, komu uvěřil.

Takový člověk neleží a nedívá se do stropu s prázdnotou v očích. Takový člověk leží a usmívá se. Protože ví, kam jde. Ví, kdo na něj čeká. „Maličko, a uvidím Ho.“ Smrt pro něj není propast – jsou to dveře. Není to konec – je to setkání. Vstupuje do věčnosti ne jako cizinec, ale jako syn, který se vrací domů! Jako ten, který svého Otce zná, protože se s Ním celý život bavil v modlitbě, znal Ho z Písma, miloval Ho ve svátostech.

To je to, oč jde! O tohle se hraje! Ne o auto, ne o důchod, ne o to, co řeknou sousedi. O věčnost.

„Maličko, a neuzříte mne, a opět maličko, a uzříte mne; neboť já jdu k Otci.“

Tak už rozumíme? To první maličko je pozemský život Kristův – a neuvidíme ho. To druhé maličko – je náš pozemský život a možná očistec, a pak ho zase uvidíme, dokonce Boha, takový jaký je!

Tak i já, milovaní, zapřísahám vás s apoštolem Petrem, „abyste se zdržovali tělesných žádostí, které bojují proti duši.“ A věnovali se poznávání Boha. Každý den růženec, každý den Písmo svaté! Pak v hodinu vaší smrti budete velebit Boha, že jste následovali této mé rady. Amen.


III niedziela po Wielkanocy – Modicum

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi o modicum – odrobinie, a uczniowie pytają: Czym jest ta „odrobina”? I nie rozumieją.

Spróbuję wyjaśnić wam, co oznacza modicum – odrobina.

Wyobraźcie sobie salę szpitalną. Białe ściany. Tykający zegar na ścianie. W łóżku leży starszy mężczyzna. Ma ręce spoczywające na kołdrze – ręce, które przez całe życie coś robiły. Budowały, liczyły, podpisywały umowy, kręciły kierownicą, głaskały dzieci. Teraz leży nieruchomo. Za oknem zachodzi słońce – być może jedno z ostatnich, jakie ujrzy.

A on patrzy w sufit.

W tej ciszy, przerywanej jedynie sygnałem urządzenia, przez głowę przemyka mu jedno pytanie: „Czym właściwie było moje życie? Po co tu byłem?”

Jeszcze nie jest całkowicie za późno. Nadal może okazać skruchę, nadal może przyjść ksiądz, nadal może rzucić się w ramiona Bożego miłosierdzia. A prawdę mówiąc, ten człowiek przez całe życie robił coś innego: nie wie, czym jest skrucha, nie wie, kim jest ksiądz, nie wie, co oznacza Boże miłosierdzie. Przez całe życie nie dbał o to. A teraz, gdy jest obłąkany i ledwo potrafi utrzymać w głowie jedną prostą myśl, ma dokonać tak wielkiego dzieła? Niestety znam bardzo wiele takich przypadków.

Czym jest to „maličko”, to „modicum”? To, umiłowani bracia i siostry, całe ludzkie życie. „Maličko, i nie ujrzycie mnie, a znów maličko, i ujrzycie mnie.”

Trochę. Krótka chwila. Tak Pan nazywa całe nasze życie.

A my myślimy, ileż to mamy czasu! Kiedy mamy dwadzieścia lat, przed nami przecież cała wieczność. Kiedy mamy czterdzieści, wciąż jest czas. Kiedy mamy sześćdziesiąt, cóż, jeszcze się zobaczy. A potem nagle – szpitalne łóżko. I człowiek mówi sobie: „Przecież to minęło tak szybko. Jak mgnienie oka.”

Ten umierający mężczyzna w naszej wyobraźni miałby rację, gdyby powiedział, że wszystko przepadło. To było tak niewiele. Życie było krótkie.

Święty Augustyn napisał to ze łzami w oczach: „Sero te amavi!” – „Późno Cię pokochałem, piękno tak stare i tak nowe, późno Cię pokochałem!”

Tak, czasami jest już naprawdę za późno.

A za czym goniliśmy przez całe to krótkie życie?

Za pieniędzmi – żeby starczyło na kredyt hipoteczny, na samochód, na wakacje, na lepszy samochód, na większy dom. Za pracą – żeby szef był zadowolony, żeby przyszło awans, żeby o nas nie zapomniano. Za zdrowiem – tabletki, badania, diety, ćwiczenia. Za rozrywką – telewizja, telefon, piłka nożna, wakacje nad morzem. Za troską o dzieci, wnuki, ogródek, dach, przez który przecieka.

Same ważne sprawy! Nikt nie mówi, że nie powinniśmy się o nie troszczyć. Ale powiedzcie mi, drodzy – co z tego pozostaje na wieczność? Co człowiek z tego życiowego „malička” zabiera ze sobą do wieczności? Prawie nic, prawda?

Ale mówię „prawie”, bo jedna rzecz ma wartość. W jedną rzecz z perspektywy wieczności warto zainwestować. Co to jest? To poznanie Boga. Pan Jezus mówi: „A to jest życie wieczne: aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”. Jan 17,3

Przyjrzyjmy się zatem tej „drobince” – ludzkiemu życiu z perspektywy „poznania Boga”.

Jakie to szczęście – znać Boga! Jakie to ogromne szczęście! Wyobraźcie sobie ponownie tego starszego mężczyznę w szpitalu. Ale teraz inaczej. Teraz jako człowieka, który przez całe życie poznawał Boga. Który każdego dnia rozważał Pismo Święte. Który odmawiał różaniec. Który przystępował do sakramentów. Który wiedział, komu wierzy.

Taki człowiek nie leży i nie patrzy w sufit z pustką w oczach. Taki człowiek leży i uśmiecha się. Ponieważ wie, dokąd idzie. Wie, kto na niego czeka. „Jeszcze chwilę, a Go ujrzę.” Śmierć nie jest dla niego przepaścią – to drzwi. To nie jest koniec – to spotkanie. Wchodzi w wieczność nie jako obcy, ale jako syn, który wraca do domu! Jako ten, który zna swojego Ojca, ponieważ przez całe życie rozmawiał z Nim w modlitwie, znał Go z Pisma Świętego, kochał Go w sakramentach.

O to właśnie chodzi! O to się gra! Nie o samochód, nie o emeryturę, nie o to, co powiedzą sąsiedzi. O wieczność.

„Jeszcze chwilę, a nie ujrzycie Mnie, a znów chwilę, a ujrzycie Mnie; bo idę do Ojca”.

Czy już rozumiemy? Ta chwila – całe nasze życie przeżywamy w rozłące, a znów chwila, po całym naszym życiu, być może również chwila w czyśćcu, a potem już wieczność u Pana.

Tak więc i ja, umiłowani, wzywam was wraz z apostołem Piotrem, „abyście powstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy”. I poświęcali się poznawaniu Boga. Codziennie różaniec, codziennie Pismo Święte! Wtedy w godzinie waszej śmierci będziecie wielbić Boga, że posłuchaliście tej mojej rady. Amen.


III. Sonntag nach Ostern – Modicum

Im heutigen Evangelium spricht der Herr Jesus vom „modicum“ – einem kleinen bisschen, und die Jünger fragen: Was ist dieses „kleine bisschen“? Und sie verstehen es nicht.

Ich werde versuchen, euch zu erklären, was „modicum“ – ein kleines bisschen – bedeutet.

Stellt euch ein Krankenzimmer vor. Weiße Wände. Das Ticken der Uhr an der Wand. Im Bett liegt ein alter Mann. Seine Hände liegen auf der Bettdecke – Hände, die ihr ganzes Leben lang etwas getan haben. Sie haben gebaut, gerechnet, Verträge unterschrieben, das Lenkrad gedreht, Kinder gestreichelt. Jetzt liegen sie regungslos da. Hinter dem Fenster geht die Sonne unter – vielleicht schon eine der letzten, die er sehen wird.

Und er blickt an die Decke.

Und in dieser Stille, die nur vom Piepen der Geräte unterbrochen wird, schießt ihm eine einzige Frage durch den Kopf: „Was habe ich eigentlich gelebt? Warum war ich hier?“

Es ist noch nicht ganz zu spät. Er kann noch Reue empfinden, noch kann ein Priester kommen, noch kann er sich in die Arme der Barmherzigkeit Gottes werfen. Und ehrlich gesagt, dieser Mensch hat sein ganzes Leben lang etwas anderes getan: Er weiß nicht, was Reue ist, er weiß nicht, wer ein Priester ist, er weiß nicht, was Gottes Barmherzigkeit bedeutet. Sein ganzes Leben lang hat er sich nicht darum gekümmert. Und jetzt, da er dement ist und kaum noch einen einzigen einfachen Gedanken fassen kann, soll er ein so großes Werk vollbringen? Solche Fälle kenne ich leider sehr viele.

Was ist dieses Wenige, dieses Modicum? Das ist, geliebte Brüder und Schwestern, das ganze menschliche Leben. „Ein wenig, und ihr werdet mich nicht sehen, und wieder ein wenig, und ihr werdet mich sehen.“

Ein Winziges. Ein winziger Augenblick. So nennt der Herr unser ganzes Leben.

Und wir glauben, wie viel Zeit wir noch haben! Wenn wir zwanzig sind, liegt doch die ganze Ewigkeit vor uns. Wenn wir vierzig sind, ist noch Zeit. Wenn wir sechzig sind, na ja, das wird sich noch zeigen. Und dann plötzlich – ein Krankenhausbett. Und man sagt sich: „Das ging doch so schnell. Wie im Handumdrehen.“

Der sterbende Mann in unserer Vorstellung hätte Recht, wenn er säge: Alles ist vorbei. Es war so kurz. Das Leben war kurz.

Der heilige Augustinus schrieb es mit Tränen in den Augen: „Sero te amavi!“ – „Zu spät habe ich mich in dich verliebt, Schönheit so alt und so neu, zu spät habe ich mich in dich verliebt!“

Ja, manchmal ist es wirklich schon zu spät.

Und wonach haben wir unser ganzes kurzes Leben lang gejagt?

Nach Geld – für die Hypothek, für das Auto, für den Urlaub, für ein besseres Auto, für ein größeres Haus. Nach Arbeit – damit der Chef zufrieden ist, damit die Beförderung kommt, damit man nicht vergessen wird. Nach Gesundheit – Tabletten, Untersuchungen, Diäten, Sport. Nach Unterhaltung – Fernsehen, Telefon, Fußball, Urlaub am Meer. Nach der Sorge um die Kinder, um die Enkel, um den Garten, um das Dach, in das es reinregnet.

Alles wichtige Dinge! Niemand sagt, dass wir uns nicht darum kümmern sollen. Aber sagt mir, meine Lieben – was davon bleibt für die Ewigkeit? Was nimmt der Mensch von diesem „kleinen“ Leben mit in die Ewigkeit? Fast nichts, oder?

Aber ich sage „fast“, denn eine Sache ist wertvoll. In eine Sache lohnt es sich aus der Sicht der Ewigkeit zu investieren. Was ist das? Es ist die Erkenntnis Gottes. Der Herr Jesus sagt: „Das ist das ewige Leben: dich, den einzigen wahren Gott, und den, den du gesandt hast, Jesus Christus, zu erkennen.“ Johannes 17,3

Betrachten wir das Ganze also „ein wenig“ – das menschliche Leben aus der Perspektive der „Erkenntnis Gottes“.

Was für ein Glück ist es doch, Gott zu kennen! Was für ein unermessliches Glück! Stellt euch noch einmal den alten Mann im Krankenhaus vor. Aber jetzt anders. Jetzt als einen Menschen, der sein ganzes Leben lang Gott erkannt hat. Der jeden Tag über die Heilige Schrift nachgedacht hat. Der den Rosenkranz gebetet hat. Der die Sakramente empfangen hat. Der wusste, wem er glaubte.

Ein solcher Mensch liegt nicht da und starrt mit leerem Blick an die Decke. Ein solcher Mensch liegt da und lächelt. Denn er weiß, wohin er geht. Er weiß, wer auf ihn wartet. „Nur noch ein wenig, und ich werde ihn sehen.“ Der Tod ist für ihn kein Abgrund – er ist eine Tür. Er ist nicht das Ende – er ist eine Begegnung. Er tritt in die Ewigkeit ein, nicht als Fremder, sondern als Sohn, der nach Hause zurückkehrt! Als derjenige, der seinen Vater kennt, weil er sein ganzes Leben lang im Gebet mit Ihm gesprochen hat, Ihn aus der Heiligen Schrift kannte, Ihn in den Sakramenten liebte.

Darum geht es! Darum geht es! Nicht um ein Auto, nicht um die Rente, nicht darum, was die Nachbarn sagen. Um die Ewigkeit.

„Nur eine kleine Weile, und ihr werdet mich nicht sehen; und wieder eine kleine Weile, und ihr werdet mich sehen; denn ich gehe zum Vater.“

Verstehen wir das nun? Diese kleine Weile – unser ganzes Leben verbringen wir in der Trennung, und wieder eine kleine Weile, nach unserem ganzen Leben, vielleicht auch eine kleine Weile im Fegefeuer, und dann die Ewigkeit beim Herrn.

So beschwöre auch ich euch, meine Lieben, gemeinsam mit dem Apostel Petrus, „euch von den fleischlichen Begierden fernzuhalten, die gegen die Seele kämpfen.“ Und euch der Erkenntnis Gottes zu widmen. Jeden Tag den Rosenkranz, jeden Tag die Heilige Schrift! Dann werdet ihr in der Stunde eures Todes Gott preisen, dass ihr meinem Rat gefolgt seid. Amen.

Pošli dál:

Podobné příspěvky

  • Ptal jsem se umělé inteligence

    Na otázku: Jaké jsou dnešní zprávy v církvi?

    Jedna z odpovědí byla:

    V úterý 7. dubna přijalo jedenáct řeholních sester v kapli Pražského hradu službu akolytátu — jde o sestry dominikánky, karmelitky a salesiánky.

    Otázka: co budou v tom akolytátu dělat?

    Odpověď:

    Akolytát je ustanovená církevní služba (ministerium), ne svátost ani řád. Konkrétně jde o tyto úkoly:

    Při liturgii

    Akolyta asistuje knězi a jáhnovi při mši — připravuje oltář, kalichy a patény, podává víno a vodu při přípravě darů. Hlavní a nejviditelnější úkol je podávání eucharistie věřícím při přijímání, a to jak při mši, tak mimo ni — například nemocným v nemocnicích nebo domácnostech.

    Mimoliturgicky

    Akolyta může jako mimořádný přisluhovatel odnášet eucharistii těm, kdo se nemohou účastnit mše — starým lidem, nemocným, umírajícím. Může také vést pobožnosti s vystavením Nejsvětější svátosti (mimo slavnostní benedikci, která přísluší knězi nebo jáhnovi).

    Historická poznámka

    Původně byl akolytát jedním ze čtyř nižších svěcení pro muže na cestě ke kněžství. Po roce 1972 ho Pavel VI. reformoval jako samostatné laické ministerium. Dlouho byl vyhrazen pouze mužům — teprve v roce 2021 papež František otevřel tuto službu také ženám, což je právě případ těchto řeholních sester v Praze.

    Proč je to pro řeholnice praktické

    Sestry, které pracují v nemocnicích, hospicích nebo školách, tak mohou přinášet eucharistii nemocným a umírajícím jako řádní, ustanovení přisluhující — ne jen jako výpomoc v nouzi, ale jako stálou a uznanou službu.

    Otázka: je možné aby ženy podávaly svaté přijímání?

    Odpověď:

    Ano, je to možné, a církev to výslovně připouští — ve dvou různých formách.

    Mimořádný přisluhovatel eucharistie

    Tato možnost existuje od roku 1973. Jde o laiky — muže i ženy — které biskup pro tuto službu pověří tehdy, když je nedostatek kněží nebo jáhnů, nebo když je přijímajících tolik, že by liturgie trvala nepřiměřeně dlouho. V praxi je tato forma velmi rozšířená ve farnostech po celém světě.

    Ustanovená akolytka

    To je přesně případ těch jedenácti sester z Prahy. Jde o vyšší a trvalejší formu — ne jen příležitostné pověření, ale liturgické ustanovení do služby. Jak bylo řečeno, tuto možnost pro ženy otevřel František v roce 2021 apoštolským listem Spiritus Domini, kterým změnil příslušný kánon církevního práva. Dříve kánon výslovně vyhrazoval tato ministeria pouze mužům.

    Co se nezměnilo

    Je důležité rozlišovat: ženy mohou podávat eucharistii jako přisluhovatelky, ale sloužit mši (být knězem nebo jáhnem) ženy nemohou. Tato otázka je disciplinárně i teologicky zcela oddělená a Jan Pavel II. v roce 1994 v listu Ordinatio Sacerdotalis prohlásil, že církev nemá pravomoc kněžské svěcení ženám udělovat — toto stanovisko zůstává závazné.

    Takže podávání přijímání ženami je běžná a plně legitimní praxe, nijak kontroverzní z hlediska církevního práva.

    Otázka: Bylo by něco takového možné před 100 lety?

    Odpověď:

    Ne, nebylo — a je zajímavé sledovat, jak se tato praxe vyvíjela.

    Stav před 100 lety (kolem roku 1926)

    Podávání eucharistie bylo tehdy výhradně vyhrazeno kněžím, případně jáhnům — a ti byli výlučně muži, protože akolytát byl součástí svěcení na cestě ke kněžství. Laik jakéhokoli pohlaví by eucharistii podávat nemohl za žádných okolností. Byl by to považován za závažné porušení liturgického řádu.

    Navíc tehdejší liturgická kultura kladla mimořádný důraz na nedotknutelnost konsekrovaných způsob — eucharistii směly dotýkat pouze posvěcené ruce kněze. Věřící přijímali výhradně na jazyk, vkleče, a myšlenka, že by eucharistii podávala žena, by byla tehdy naprosto nepředstavitelná.

    Jak se to postupně měnilo

    Druhý vatikánský koncil (1962–1965) otevřel cestu k liturgické reformě. Pavel VI. v roce 1972 reformoval nižší ministeria a oddělil akolytát od svěcení — ale stále jen pro muže. V roce 1973 pak připustil mimořádné přisluhování eucharistie pro laiky včetně žen, nejprve velmi opatrně a pro výjimečné situace. V praxi se tato výjimka postupně stala běžnou součástí farního života. A jak bylo řečeno, teprve v roce 2021 František formálně otevřel ženám i samotné ustanovené ministerium akolytátu.

    Širší pohled

    Je to zajímavý příklad toho, jak církev rozlišuje mezi tím, co považuje za neměnné (kněžské svěcení vyhrazené mužům jako věc víry) a tím, co je disciplinární praxe podléhající historickému vývoji. Podávání eucharistie laiky patří do druhé kategorie — a za 100 let prošlo zásadní proměnou.

    Takže to, co se stalo minulý týden v kapli na Pražském hradě, by bylo před stem let doslova nemyslitelné.

    Pošli dál:
  • Zkušenosti exorcisty – Raul Salvucci

    Trošku humoru.

    Před krátkým časem jsem se věnoval několika knihám o posedlostech a vymítání, abych této oblasti více rozuměl.

    Pokud bude zájem, rád na toto téma udělám online besedu.
    Už jste ode mne mnohokrát slyšeli, že pokora a poslušnost jsou mariánské ctnosti, a že jsou velmi účinné proti ďáblu. Zde malý humorný doklad z uvedené knihy:



    Jeden farář měl na starosti exorcismy. Byly to časy, kdy kostelníci byli velmi vážení, a kostelník tohoto exorcisty hořel touhou být při exorcismu faráři nablízku, alespoň jednou.

    Farář po dlouhém odolávání ustoupil, ale s přesnými pokyny: „S těmito věcmi si nezahrávej! Vezmu tě s sebou, ale dávej dobrý pozor, musíš se chovat a mluvit přesně tak, jako já, jinak z toho budou problémy.“

    Přišel den exorcismu. Kostelník s kropenkou svěcené vody v ruce a kněz vyrazili společně.

    Začalo setkání, nebo spíše střet. Satan se hned pokusil kněze svést k pýše. V těch dobách se předpokládalo, že kdo má takový úřad, musí být svatý kněz, svatý s velkým S.

    Tedy satan mu řekl: „Myslíš si, že jsi svatý, který mě přišel vyhnat?“ Odpověděl kněz: „Já nejsem žádný svatý, ale budu se snažit a s Boží pomocí doufám, že se jím co nejdříve stanu.“

    Tu se zlý duch obrátil na kostelníka: „A co ty, troubo, s kropenkou svěcené vody v ruce, co jsi přišel dělat?“„Já,“ odpověděl kostelník, „nejsem žádný trouba, ale budu se snažit a s Boží pomocí doufám, že se jím co nejdříve stanu.“

    Říká se, že před tak velkou pokorou faráře a ještě větší pokorou (a poslušností) kostelníka satan utekl bez dalších procedur.

    🙂

    Pošli dál:
  • Jak mluvíme o Bohu – a proč to není tak jednoduché. Aneb analogie v praxi.

    „Tati, je Bůh hodný?“

    Dobrá otázka. Samozřejmě. Ale teď mi řekni – je hodný jako babička, která ti dala čokoládu? Nebo je hodný jako náš malý Karlík, který dnes vůbec nezlobil? Nebo je hodný, jako někdo, kdo je hoden něco dostat, že si to zaslouží?

    Vidíš, říkáme hodný, ale pokaždé trochu jinak.

    A Bůh? Bůh je hodný. Jenže tak, že nám to slova nestačí popsat.


    Slova jsou jako boty

    Představ si, že máš doma malé gumové botičky, číslo 20. A teď chceš do nich obout obra. Nejde to. Botičky jsou příliš malé.

    Naše slova jsou jako ty botičky. Jsou ušité pro věci, které vidíme, slyšíme, zažíváme. Pro stoly, stromy, lidi, pocity. Ale Bůh je jako ten obr – nekonečně větší, než co jsme kdy viděli.

    Tak co? Máme radši mlčet?

    Ne tak docela.


    Zkus si tohle

    Řekni slovo „silný“.

    Silný je táta, který zvedne těžkou skříň. Silné je lano, které udrží člověka visícího na skále. Silný je lev na savaně. Silný je vítr, který vyvrátí strom.

    Pokaždé stejné slovo. Ale pokaždé trochu jiné, že ano? Táta není silný jako vítr. Lev není silný jako lano. A přesto – všichni víme, o čem mluvíme. Je tu něco společného. Nějaký význam, který to všechno spojuje.

    Teologové tomu říkají analogie. Slovo, které říká: „Je tu podobnost – ale ne úplná stejnost.“


    A teď Bůh

    Bůh je dobrý. Bůh je moudrý. Bůh miluje.

    Jsou to pravdivá slova? Ano. Ale hned musíme dodat tři věci.

    Zaprvé: Bůh je dobrý opravdu. Nejde jenom o přirovnání. Dobro, moudrost, láska – to v Bohu reálně je. Dokonce tím nejdokonalejším způsobem.

    Zadruhé: Ale ne tak jako u nás. Naše dobrota je omezená. Někdy jsme dobří, někdy ne. Unavíme se, zklameme, zapomeneme. Boží dobrota tak omezená není. Vůbec.

    Zatřetí: Boží dobrota je tak velká, že přesahuje vše, co si dokážeme představit. Je to jako – vezmi nejlepší dobrotu, jakou jsi kdy zažil. Vynásob ji milionkrát. A pak si uvědom, že ani to nestačí.

    To je analogie. Slovo platí. Ale způsobem, který si nedokážeme ani představit.


    Příklad od stolu

    Táta pečuje o svou rodinu. Chrání ji, živí, učí, miluje. To je krásné.

    Bůh pečuje o celý vesmír. O každého člověka, o každý okamžik. Ne proto, že by musel – ale proto, že to tak chce, z lásky.

    Slovo „pečuje“ je stejné. Ale co za ním stojí – to je nekonečně rozdílné.

    Jako kdybys chtěl porovnat svíčku a slunce. Obě svítí. Ale slunce svítí způsobem, o kterém si svíčka nemůže ani nechat zdát.


    Proč na tom záleží

    Kdyby naše slova o Bohu znamenala přesně totéž jako o lidech, Bůh by byl jen takový velký člověk někde nahoře. Trochu chytřejší, trochu silnější. To by ale nebyl Bůh – to by byl prostě někdo starší a větší.

    A kdyby naše slova o Bohu neznamenala vůbec nic – kdybychom museli mlčet – pak bychom nemohli vyjádřit pravdivě ani modlitbu, ani víru, ani lásku k Bohu. Vše by bylo prázdné.

    Analogie je ta správná střední cesta. Mluvíme – ale s pokorou. Víme – ale víme, že nevíme. Blížíme se – ale Boha nikdy nemůžeme uchopit, jako nějaký předmět.


    Takový je Bůh. Dá se o něm mluvit. Ale nikdy ho slovem úplně neuchopíme. V tom co o Bohu říkáme, je cosi pravdivého, ale mnohem více nepravdivého.

    Musíme si neustále uvědomovat, že o Bohu téměř nic nevíme. Analogie v praxi: Jako kámen neví nic o životě rostliny, jako rostlina neví nic o životě zvířete, jako zvíře neví nic o duchovním životě člověka, tak ani my nevíme nic o nadpřirozeném životě Boha. Prostě nic nevíme. Jenom si trošku něco představujeme pomocí přirovnání díky analogii.

    A možná je to tak dobře. Věci, které úplně uchopíme, přestaneme obdivovat. Bůh je jiný – čím víc ho poznáváme, tím více zjišťujeme, že ho neznáme a tím více ho chceme poznávat dál.

    „Tati, to je krásné.“

    Ano. Pán Ježíš v evangeliích často používá přirovnání ze světa. Mluví o Bohu analogicky. Dnes mluví o vztahu pastýře k ovcím, který ukazuje něco o jeho vztahu k nám a nás k němu.

    Jednou v nebi nám Bůh chce dát schopnost vidět ho takový, jaký je.

    „Tati, už se na to těším.“

    Ano. Já také.

    Pošli dál:
  • Den, který učinil Pán

    Toto je den, který učinil Pán, jásejme a radujme se z něho!
    Na Zelený čtvrtek večer jsme počínali den vykoupení, který byl dlouhý a vyplatil se.
    Dnes učinil Hospodin nový den, den věčnosti, osmý den. Ten den je tu, jenom to lidé neví. Ta zpráva o spáse se šíří příliš pomalu. Nejrychleji tu zprávu poznala Matka Boží, Panna Maria (a všichni musí do její školy). Hned po Zmrtvýchvstání vidí svého oslaveného Syna a chce se mu klanět. Jiní lidé mají těžkosti. Nejdříve musí přijít ke hrobu. Musí vidět hrob prázdný. Musí jít a zvěstovat jiným, že Pán vstal z mrtvých, ačkoliv ho sami ještě neviděli. Co to znamená?
    Znamená to, že nejdříve musí získat víru! A nejenom víru, ale s vírou i naději a lásku. Teprve potom, ho mohou uvidět! Anna Kateřina Emmerichová říká, že mnohdy se Pán Ježíš, nebo nadpřirozené jevy ukazují lidem a oni je vůbec nevidí. Někdy někdo trošku něco zahlédne, ale jinak jsme slepý.
    Prázdný hrob v nás má vzbudit víru. Hlásání evangelia o zmrtvýchvstání jiným, třebaže my sami jsme Pána ještě neviděli, má v nás vzbudit víru. Pán je zde, ale my ho nevidíme.
    Prozradím vám, co jsem ještě nikdy nikomu neřekl. Svatý Jan od Kříže učí, co to je víra. Ani já jsem to do nedávna nevěděl. On říká, že víra je něco jako nadpřirozené světlo v temnotě rozumu. Člověk musí svůj rozum ponořit do dokonalé temnoty a prázdnoty a v tomto nic, mu zazáří nadpřirozená víra. Věděli jste to?
    Dále říká, co to je naděje. Je to jako nadpřirozené světlo v temnotě paměti. A láska je jako nadpřirozené světlo v temnotě vůle. Čili máme dokonale vyprázdnit svou paměť a nic si nepamatovat. Máme dokonale vyprázdnit svou vůli a nic nechtít. Jinými slovy, dokonale se zříci sami sebe. Pak se nám Bůh může dát, a to božským nadpřirozeným způsobem, protože jinak to ani není možné.
    A o to jde. Lidé přichází k prázdnému hrobu. Co si asi myslí? „Už ničemu nerozumím.“ Jsou totálně zmatení. Vzdávají se svého pojetí spásy. Zříkají se sebe. A v tu chvíli jsou uschopněni vidět Pána.
    Toto pravé patření na Boha věčně živého, na Jeho Syna zmrtvýchvstalého, mocí Ducha Svatého, který toto patření působí, to Vám přeji a vyprošuji do doby velikonoční, i do celého vašeho nikdy nekončícího věčného života. Amen.

    O pravé víře, naději a lásce budeme mluvit na Zasvěcení Panně Marii ve Vyšším Brodě. Svatý Jan od Kříže nás povede na horu Karmel. Tento výstup bude též i sestupem do hlubin mystiky. IN ALTUM

    Pošli dál:

Napsat komentář

Vaše e-mailová adresa nebude zveřejněna. Vyžadované informace jsou označeny *