Poznávejme Boha, dokud máme čas
Kázání dnešního dne, pokud vás zajímá.
III. neděle po velikonocích – Modicum
Pán Ježíš v dnešním evangeliu mluví o modicum – maličko, a učedníci se ptají: Co je to to “maličko“? A nerozumí.
Pokusím se vám objasnit, co znamená modicum – maličko.
Představte si nemocniční pokoj. Bílé stěny. Tikání hodin na zdi. V posteli leží starý muž. Ruce má položené na pokrývce – ruce, které celý život něco dělaly. Stavěly, počítaly, podepisovaly smlouvy, otáčely volantem, hladily děti. Teď leží nehybně. Za oknem zapadá slunce – už možná jedno z posledních, která uvidí.
A on se dívá do stropu.
A v tom tichu, které přerušuje jen pípání přístroje, mu hlavou letí jediná otázka: „Co jsem to vlastně žil? Proč jsem tady byl?“
Úplně pozdě ještě není. Ještě může vzbudit lítost, ještě může přijít kněz, ještě se může vrhnout do náruče Božího milosrdenství. A popravdě řečeno, ten člověk dělal celý život něco jiného: neví co je lítost, neví kdo je kněz, neví co znamená Boží milosrdenství. Celý život se o to nestaral. A teď když je dementní a stěží dokáže udržet jedinou prostou myšlenku, má vykonat tak velké dílo? Takové případy vídávám až příliš často.
Co je to maličko, to modicum? To je milovaní bratři a sestry celý lidský život. „Maličko, a neuvidíte mě, a opět maličko, a uvidíte mě.“
Maličko. Maličká chvilka. Tak Pán nazývá celý náš život.
A my si myslíme, kolik máme času! Když je nám dvacet, máme přece před sebou celou věčnost. Když je nám čtyřicet, ještě je čas. Když je nám šedesát, no ještě se uvidí. A pak najednou – nemocniční postel. A člověk si říká: „Vždyť to bylo tak rychle. Jako mávnutí ruky.“
Ten umírající muž v naší představě by měl pravdu, kdyby řekl, všechno je pryč. Bylo to tak maličko. Život byl krátký.
Svatý Augustin to napsal se slzami v očích: „Sero te amavi!“ – „Pozdě jsem si Tě zamiloval, kráso tak stará a tak nová, pozdě jsem si Tě zamiloval!“
Ano někdy už je opravdu pozdě.
A za čím jsme se ten celý krátký život honili?
Za penězi – aby bylo na hypotéku, na auto, na dovolenou, na lepší auto, na větší dům. Za prací – aby šéf byl spokojený, aby přišlo povýšení, aby se nezapomnělo. Za zdravím – tabletky, vyšetření, diety, cvičení. Za zábavou – televize, telefon, fotbal, dovolená u moře. Za starostmi o děti, o vnuky, o zahrádku, o střechu, do které zatéká.
Všechno samé důležité věci! Nikdo neříká, že se o ně nemáme starat. Ale řekněte mi, drazí – co z toho zůstává pro věčnost? Co si člověk z toho životního “maličko“ odnáší do věčnosti? Skoro nic, že?
Ale říkám skoro, protože jedna věc má cenu. Do jedné věci se z pohledu věčnosti vyplatí investovat. Co to je? To je poznání Boha. Pán Ježíš říká: „Toto pak jest život věčný: aby poznali tebe, jediného pravého Boha, a kterého jsi poslal, Ježíše Krista.“ Jan 17,3
Takže podívejme se na to “maličko“ – lidský život z pohledu “poznání Boha.“
Jaké štěstí to je, znát Boha! Jaké nesmírné štěstí! Představte si znovu toho starého muže v nemocnici. Ale teď jinak. Teď jako člověka, který Boha poznával celý život. Který každý den rozjímal nad Písmem svatým. Který se modlil růženec. Který chodil ke svátostem. Který věděl, komu uvěřil.
Takový člověk neleží a nedívá se do stropu s prázdnotou v očích. Takový člověk leží a usmívá se. Protože ví, kam jde. Ví, kdo na něj čeká. „Maličko, a uvidím Ho.“ Smrt pro něj není propast – jsou to dveře. Není to konec – je to setkání. Vstupuje do věčnosti ne jako cizinec, ale jako syn, který se vrací domů! Jako ten, který svého Otce zná, protože se s Ním celý život bavil v modlitbě, znal Ho z Písma, miloval Ho ve svátostech.
To je to, oč jde! O tohle se hraje! Ne o auto, ne o důchod, ne o to, co řeknou sousedi. O věčnost.
„Maličko, a neuzříte mne, a opět maličko, a uzříte mne; neboť já jdu k Otci.“
Tak už rozumíme? To první maličko je pozemský život Kristův – a neuvidíme ho. To druhé maličko – je náš pozemský život a možná očistec, a pak ho zase uvidíme, dokonce Boha, takový jaký je!
Tak i já, milovaní, zapřísahám vás s apoštolem Petrem, „abyste se zdržovali tělesných žádostí, které bojují proti duši.“ A věnovali se poznávání Boha. Každý den růženec, každý den Písmo svaté! Pak v hodinu vaší smrti budete velebit Boha, že jste následovali této mé rady. Amen.
III niedziela po Wielkanocy – Modicum
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi o modicum – odrobinie, a uczniowie pytają: Czym jest ta „odrobina”? I nie rozumieją.
Spróbuję wyjaśnić wam, co oznacza modicum – odrobina.
Wyobraźcie sobie salę szpitalną. Białe ściany. Tykający zegar na ścianie. W łóżku leży starszy mężczyzna. Ma ręce spoczywające na kołdrze – ręce, które przez całe życie coś robiły. Budowały, liczyły, podpisywały umowy, kręciły kierownicą, głaskały dzieci. Teraz leży nieruchomo. Za oknem zachodzi słońce – być może jedno z ostatnich, jakie ujrzy.
A on patrzy w sufit.
W tej ciszy, przerywanej jedynie sygnałem urządzenia, przez głowę przemyka mu jedno pytanie: „Czym właściwie było moje życie? Po co tu byłem?”
Jeszcze nie jest całkowicie za późno. Nadal może okazać skruchę, nadal może przyjść ksiądz, nadal może rzucić się w ramiona Bożego miłosierdzia. A prawdę mówiąc, ten człowiek przez całe życie robił coś innego: nie wie, czym jest skrucha, nie wie, kim jest ksiądz, nie wie, co oznacza Boże miłosierdzie. Przez całe życie nie dbał o to. A teraz, gdy jest obłąkany i ledwo potrafi utrzymać w głowie jedną prostą myśl, ma dokonać tak wielkiego dzieła? Niestety znam bardzo wiele takich przypadków.
Czym jest to „maličko”, to „modicum”? To, umiłowani bracia i siostry, całe ludzkie życie. „Maličko, i nie ujrzycie mnie, a znów maličko, i ujrzycie mnie.”
Trochę. Krótka chwila. Tak Pan nazywa całe nasze życie.
A my myślimy, ileż to mamy czasu! Kiedy mamy dwadzieścia lat, przed nami przecież cała wieczność. Kiedy mamy czterdzieści, wciąż jest czas. Kiedy mamy sześćdziesiąt, cóż, jeszcze się zobaczy. A potem nagle – szpitalne łóżko. I człowiek mówi sobie: „Przecież to minęło tak szybko. Jak mgnienie oka.”
Ten umierający mężczyzna w naszej wyobraźni miałby rację, gdyby powiedział, że wszystko przepadło. To było tak niewiele. Życie było krótkie.
Święty Augustyn napisał to ze łzami w oczach: „Sero te amavi!” – „Późno Cię pokochałem, piękno tak stare i tak nowe, późno Cię pokochałem!”
Tak, czasami jest już naprawdę za późno.
A za czym goniliśmy przez całe to krótkie życie?
Za pieniędzmi – żeby starczyło na kredyt hipoteczny, na samochód, na wakacje, na lepszy samochód, na większy dom. Za pracą – żeby szef był zadowolony, żeby przyszło awans, żeby o nas nie zapomniano. Za zdrowiem – tabletki, badania, diety, ćwiczenia. Za rozrywką – telewizja, telefon, piłka nożna, wakacje nad morzem. Za troską o dzieci, wnuki, ogródek, dach, przez który przecieka.
Same ważne sprawy! Nikt nie mówi, że nie powinniśmy się o nie troszczyć. Ale powiedzcie mi, drodzy – co z tego pozostaje na wieczność? Co człowiek z tego życiowego „malička” zabiera ze sobą do wieczności? Prawie nic, prawda?
Ale mówię „prawie”, bo jedna rzecz ma wartość. W jedną rzecz z perspektywy wieczności warto zainwestować. Co to jest? To poznanie Boga. Pan Jezus mówi: „A to jest życie wieczne: aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”. Jan 17,3
Przyjrzyjmy się zatem tej „drobince” – ludzkiemu życiu z perspektywy „poznania Boga”.
Jakie to szczęście – znać Boga! Jakie to ogromne szczęście! Wyobraźcie sobie ponownie tego starszego mężczyznę w szpitalu. Ale teraz inaczej. Teraz jako człowieka, który przez całe życie poznawał Boga. Który każdego dnia rozważał Pismo Święte. Który odmawiał różaniec. Który przystępował do sakramentów. Który wiedział, komu wierzy.
Taki człowiek nie leży i nie patrzy w sufit z pustką w oczach. Taki człowiek leży i uśmiecha się. Ponieważ wie, dokąd idzie. Wie, kto na niego czeka. „Jeszcze chwilę, a Go ujrzę.” Śmierć nie jest dla niego przepaścią – to drzwi. To nie jest koniec – to spotkanie. Wchodzi w wieczność nie jako obcy, ale jako syn, który wraca do domu! Jako ten, który zna swojego Ojca, ponieważ przez całe życie rozmawiał z Nim w modlitwie, znał Go z Pisma Świętego, kochał Go w sakramentach.
O to właśnie chodzi! O to się gra! Nie o samochód, nie o emeryturę, nie o to, co powiedzą sąsiedzi. O wieczność.
„Jeszcze chwilę, a nie ujrzycie Mnie, a znów chwilę, a ujrzycie Mnie; bo idę do Ojca”.
Czy już rozumiemy? Ta chwila – całe nasze życie przeżywamy w rozłące, a znów chwila, po całym naszym życiu, być może również chwila w czyśćcu, a potem już wieczność u Pana.
Tak więc i ja, umiłowani, wzywam was wraz z apostołem Piotrem, „abyście powstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy”. I poświęcali się poznawaniu Boga. Codziennie różaniec, codziennie Pismo Święte! Wtedy w godzinie waszej śmierci będziecie wielbić Boga, że posłuchaliście tej mojej rady. Amen.
III. Sonntag nach Ostern – Modicum
Im heutigen Evangelium spricht der Herr Jesus vom „modicum“ – einem kleinen bisschen, und die Jünger fragen: Was ist dieses „kleine bisschen“? Und sie verstehen es nicht.
Ich werde versuchen, euch zu erklären, was „modicum“ – ein kleines bisschen – bedeutet.
Stellt euch ein Krankenzimmer vor. Weiße Wände. Das Ticken der Uhr an der Wand. Im Bett liegt ein alter Mann. Seine Hände liegen auf der Bettdecke – Hände, die ihr ganzes Leben lang etwas getan haben. Sie haben gebaut, gerechnet, Verträge unterschrieben, das Lenkrad gedreht, Kinder gestreichelt. Jetzt liegen sie regungslos da. Hinter dem Fenster geht die Sonne unter – vielleicht schon eine der letzten, die er sehen wird.
Und er blickt an die Decke.
Und in dieser Stille, die nur vom Piepen der Geräte unterbrochen wird, schießt ihm eine einzige Frage durch den Kopf: „Was habe ich eigentlich gelebt? Warum war ich hier?“
Es ist noch nicht ganz zu spät. Er kann noch Reue empfinden, noch kann ein Priester kommen, noch kann er sich in die Arme der Barmherzigkeit Gottes werfen. Und ehrlich gesagt, dieser Mensch hat sein ganzes Leben lang etwas anderes getan: Er weiß nicht, was Reue ist, er weiß nicht, wer ein Priester ist, er weiß nicht, was Gottes Barmherzigkeit bedeutet. Sein ganzes Leben lang hat er sich nicht darum gekümmert. Und jetzt, da er dement ist und kaum noch einen einzigen einfachen Gedanken fassen kann, soll er ein so großes Werk vollbringen? Solche Fälle kenne ich leider sehr viele.
Was ist dieses Wenige, dieses Modicum? Das ist, geliebte Brüder und Schwestern, das ganze menschliche Leben. „Ein wenig, und ihr werdet mich nicht sehen, und wieder ein wenig, und ihr werdet mich sehen.“
Ein Winziges. Ein winziger Augenblick. So nennt der Herr unser ganzes Leben.
Und wir glauben, wie viel Zeit wir noch haben! Wenn wir zwanzig sind, liegt doch die ganze Ewigkeit vor uns. Wenn wir vierzig sind, ist noch Zeit. Wenn wir sechzig sind, na ja, das wird sich noch zeigen. Und dann plötzlich – ein Krankenhausbett. Und man sagt sich: „Das ging doch so schnell. Wie im Handumdrehen.“
Der sterbende Mann in unserer Vorstellung hätte Recht, wenn er säge: Alles ist vorbei. Es war so kurz. Das Leben war kurz.
Der heilige Augustinus schrieb es mit Tränen in den Augen: „Sero te amavi!“ – „Zu spät habe ich mich in dich verliebt, Schönheit so alt und so neu, zu spät habe ich mich in dich verliebt!“
Ja, manchmal ist es wirklich schon zu spät.
Und wonach haben wir unser ganzes kurzes Leben lang gejagt?
Nach Geld – für die Hypothek, für das Auto, für den Urlaub, für ein besseres Auto, für ein größeres Haus. Nach Arbeit – damit der Chef zufrieden ist, damit die Beförderung kommt, damit man nicht vergessen wird. Nach Gesundheit – Tabletten, Untersuchungen, Diäten, Sport. Nach Unterhaltung – Fernsehen, Telefon, Fußball, Urlaub am Meer. Nach der Sorge um die Kinder, um die Enkel, um den Garten, um das Dach, in das es reinregnet.
Alles wichtige Dinge! Niemand sagt, dass wir uns nicht darum kümmern sollen. Aber sagt mir, meine Lieben – was davon bleibt für die Ewigkeit? Was nimmt der Mensch von diesem „kleinen“ Leben mit in die Ewigkeit? Fast nichts, oder?
Aber ich sage „fast“, denn eine Sache ist wertvoll. In eine Sache lohnt es sich aus der Sicht der Ewigkeit zu investieren. Was ist das? Es ist die Erkenntnis Gottes. Der Herr Jesus sagt: „Das ist das ewige Leben: dich, den einzigen wahren Gott, und den, den du gesandt hast, Jesus Christus, zu erkennen.“ Johannes 17,3
Betrachten wir das Ganze also „ein wenig“ – das menschliche Leben aus der Perspektive der „Erkenntnis Gottes“.
Was für ein Glück ist es doch, Gott zu kennen! Was für ein unermessliches Glück! Stellt euch noch einmal den alten Mann im Krankenhaus vor. Aber jetzt anders. Jetzt als einen Menschen, der sein ganzes Leben lang Gott erkannt hat. Der jeden Tag über die Heilige Schrift nachgedacht hat. Der den Rosenkranz gebetet hat. Der die Sakramente empfangen hat. Der wusste, wem er glaubte.
Ein solcher Mensch liegt nicht da und starrt mit leerem Blick an die Decke. Ein solcher Mensch liegt da und lächelt. Denn er weiß, wohin er geht. Er weiß, wer auf ihn wartet. „Nur noch ein wenig, und ich werde ihn sehen.“ Der Tod ist für ihn kein Abgrund – er ist eine Tür. Er ist nicht das Ende – er ist eine Begegnung. Er tritt in die Ewigkeit ein, nicht als Fremder, sondern als Sohn, der nach Hause zurückkehrt! Als derjenige, der seinen Vater kennt, weil er sein ganzes Leben lang im Gebet mit Ihm gesprochen hat, Ihn aus der Heiligen Schrift kannte, Ihn in den Sakramenten liebte.
Darum geht es! Darum geht es! Nicht um ein Auto, nicht um die Rente, nicht darum, was die Nachbarn sagen. Um die Ewigkeit.
„Nur eine kleine Weile, und ihr werdet mich nicht sehen; und wieder eine kleine Weile, und ihr werdet mich sehen; denn ich gehe zum Vater.“
Verstehen wir das nun? Diese kleine Weile – unser ganzes Leben verbringen wir in der Trennung, und wieder eine kleine Weile, nach unserem ganzen Leben, vielleicht auch eine kleine Weile im Fegefeuer, und dann die Ewigkeit beim Herrn.
So beschwöre auch ich euch, meine Lieben, gemeinsam mit dem Apostel Petrus, „euch von den fleischlichen Begierden fernzuhalten, die gegen die Seele kämpfen.“ Und euch der Erkenntnis Gottes zu widmen. Jeden Tag den Rosenkranz, jeden Tag die Heilige Schrift! Dann werdet ihr in der Stunde eures Todes Gott preisen, dass ihr meinem Rat gefolgt seid. Amen.

